2083896509.M2E4MWE5Zg==.OGMzMDgzMmJlNjdl.NDA5NGJkMjMyMzEzNzFiNmZhNTg=

„Dash to the pole”, czyli traktorem na Biegun Południowy.

,,Kiedy już zrobiliśmy wszystko, o co nas poproszono – a nawet jeszcze więcej – nie widziałem powodu, dla którego nie powinniśmy sami sobie zorganizować kilku interesujących wyzwań.” – Sir Edmund Hillary

Z gorącymi pozdrowieniami dla polarników z Polskiej Stacji Antarktycznej Im. Henryka Arctowskiego, żeby mieli co czytać przy kawie.

Łódź, 25 lutego 2020. Mieszkanie w centrum. Ciepło. Powoli przerzucam pożółkłe kartki „Na przełaj przez Antarktydę”. Miałem przygotowywać się do kolejnej wyprawy, pakować plecak, po raz trzeci sprawdzać, czy mam bilety, ale niespodziewanie świat sparaliżował koronawirus. Siedzę. Czekam. Czas do następnej kawy odmierza mi angielski zegarek Smiths. Te zegarki to synonim przygody. Zdobywania. Eksploracji. Heroicznych czynów. Mój, zanim trafił do Łodzi, przebył długą drogę. Został wyprodukowany w zakładach Calinham, prawdopodobnie pod koniec lat 40. Ręczne wykończony. Koperta Denninsona. Należał do żołnierza Armii Andersa. Później przeleżał w angielskiej szufladzie aż do lat 70., kiedy to trafił do Polski wraz z innymi starociami i pamiątkami po zmarłym wojaku. Jakiś czas temu go odkupiłem i poddałem renowacji. Wszystko po to, żeby dokładnie w dniu 40. rocznicy pierwszego w historii zimowego wejścia na Everest, podczas spotkania z Krzysztofem Wielickim i Leszkiem Cichym, mogli oni wyryć na jego stalowej kopercie swoje inicjały. Dlaczego akurat Smiths?

1953. W czasie kilku dni, między 29 maja 1953 roku a 2 czerwca 1953 roku, radio BBC poinformuje Świat o dwóch ważnych wydarzeniach. O godzinie 11:00, 2 czerwca 1953r., do Opactwa Westminsterskiego, w którym czekają już lordowie, 7000 gości i arcybiskup Cantenbury, wejdzie Elżbieta Aleksandra Maria Windsor, córka króla Jerzego VI Windsora i Elżbiety Bowes – Lyon, którą świat zapamięta jako Elżbietę II. Zaledwie kilka dni wcześniej, 29 maja 1953r., dokładnie o godzinie 13:00, na wierzchołku najwyższej góry na Ziemi – Mount Everest, znanej również jak Czomolungma, po raz pierwszy w historii ludzkości swoją stopę postawi człowiek. Dokonają tego nowozelandzki pszczelarz Edmund Hillary i jego nepalski przyjaciel Szerpa Tenzing Norgay. BBC poinformuje nawet, że ten wyczyn to prezent dla nowej brytyjskiej królowej.

Edmund Hillary i Tenzing Norgay po zdobyciu Everestu.

Smiths. Dokonanie Hillarego i Norgaya było ogromnym sukcesem. Jednak za kulisami ekspedycji rozgrywała się nie tylko walka człowieka z przyrodą, ale również kontrowersyjna i niejasna do dziś rywalizacja pomiędzy dwoma producentami zegarków. Gdy Tenzing stawał na szczycie Everestu miał na swoim nadgarstku Rolexa, model Oyster Perpetual, którego otrzymał od szwajcarskiego producenta w ramach uznania za dokonania podczas poprzedniej wyprawy. Wtedy to nie udało się zdobyć szczytu, ale osiągnięto najwyższą wysokość na jakiej dotychczas był człowiek. Według planu na nadgarstku Hillarego również powinien znajdować się Rolex, ale wszystko wskazuje na to, że wcale tak nie było. Nowozelandczyk miał go zastąpić brytyjskim zegarkiem Smiths DeLuxe z charakterystyczną subsekundą. Od Smiths’a, modelu potocznie nazywanego „pre-Hillary”, który był jego protoplastą, różnił się zakręcanym deklem, który zapewniał wodoszczelność. Faktem jest, że od 1953 roku, marka Smiths reklamowała swoje zegarki jako te, które były na Evereście po raz pierwszy, wykorzystując do tego nazwisko Hillarego i jego sukces. Inicjały pierwszych zimowych zdobywców Everestu na moim egzemplarzu Smiths’a uznaję za małą metalową historię zmagań człowieka z najwyższym szczytem Świata.

Prasowa reklama Smiths DeLuxe, 1953r.

Sława. Zdobycie Everestu przysporzyło Sir Hillaremu bardzo dużą rozpoznawalność, którą zresztą w owych czasach cieszyli się wszyscy podróżnicy, zdobywcy i odkrywcy. Kilka miesięcy po swoim wyczynie Nowozelandczyk napotkał na swojej drodze brytyjskiego podróżnika Dr Viviana Fuchsa. Brytyjczyk chcąc nieco wykorzystać popularność Hillarego oraz jego statut bohatera narodowego, zaproponował Edmundowi udział w pionierskiej wyprawie o nazwie Trans-Antarctic Expedition (TAE). Jej celem miało być pierwsze w historii przemierzenie Antarktydy na przełaj, przecinające Biegun Południowy – do którego po raz pierwszy dotarł Roald Amundsen w 1911 roku. Fuchs potrzebował funduszy na realizację projektu, a Hillary i jego popularność były idealną kartą przetargową w rozmowach z rządem Nowej Zelandii. Plan się powiódł i po dwóch latach starań, w 1955 roku, skończono zbiórkę pieniędzy na wyprawę, na którą złożyły się rządy Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, USA, Australii i RPA, a także wiele firm prywatnych – jednym z największych sponsorów TAE zostało brytyjskiej przedsiębiorstwo naftowe British Petroleum, które współcześnie jest znane jako BP (m.in. sieć stacji benzynowych).  Z uwagi na to, że od 1949 roku były to państwa zrzeszone we wspólnocie Commonwealth, czyli Brytyjskiej Wspólnocie Narodów, ekspedycja otrzymała również oficjalną nazwę Commonwealth Trans-Antarctic Expedition. Choć wyprawa miała charakter prywatny uzyskała patronat Królowej Elżbiety II. Tym samym Sir Edmund Hillary stał się pełnoprawnym członkiem ekspedycji odpowiedzialnym za „część nowozelandzką” tworząc tzw. Komitet Morza Rossa, a Dr Vivian Fusch został kierownikiem Ekspedycji Transantarktycznej.

V. Fuchs i E. Hillary po powrocie z wyprawy CTAE, 1958r. (źródło: Ref: EP/1958/0782-F. Alexander Turnbull Library, Wellington, New Zealand. /records/22898480)

Dom. W Londynie, przy ulicy Victoria nr 64, na najwyższym piętrze budynku otworzono brytyjskie biuro ekspedycji, zaś analogiczna instytucja powołana została w nowozelandzkim Wellington. To tam początkowo gromadzono ekwipunek, stamtąd prowadzono korespondencję z dobroczyńcami i naukowcami, analizowano mapy i dopinano szczegóły wyprawy. Z mieszkania przy ulicy Victoria prowadzono również rozmowy sponsorskie, między innymi z producentami śpiworów i żywności. Proponowano, aby producenci ci przekazywali swoje produkty na wyprawę za darmo lub obniżali ceny, co w ogromnej ilości przypadków się udawało. Dochodziło do sytuacji, że w weekendy, w pięciu małych pokojach, mieszkało nawet 19 osób. Co ciekawe, analizując wnikliwe opisy poszczególnych członków wyprawy, zawarte choćby w książce „Na przełaj przez Antarktydę” autorstwa Fuchsa i Hillarego, możemy wywnioskować, że każdy jej członek był specjalistą w swojej dziedzinie – mechanik, lekarz, meteorolog, geolog, nieustraszony wojskowy pilot itd., ale każdy z nich był miał jedną, niezwykle ważną cechę – natychmiast był zdolny do podjęcia działań na każdym powierzonym stanowisku. Wśród ekipy panowała wręcz rodzinna atmosfera, sami członkowie byli niezwykle zabawnymi ludźmi – jeden z nich wytwarzał instrumenty muzyczne ze wszystkiego co było pod ręką, inny, chcąc urozmaicić gotowany w bazie zielony groszek, potajemnie dodawał do niego miętowej pasty do zębów, czym zajadali się wszyscy podczas ekspedycji. Członków wyprawy stanowili mężczyźni w wieku od dwudziestukilku do trzydziestukilku lat, a każdy z nich miał już przynajmniej paroletnie doświadczenie polarne, wojskowe, wysokogórskie lub ekspedycyjne.

Firma Beck & Pollitzer zaoferowała swoje usługi transportowe na rzecz CTAE. (źródło: Beck & Pollitzer)

Baza. 14 listopada 1955 roku  Vivan Fusch wraz z załogą wypłynął z londyńskiego doku Millwall w dół Tamizy w kierunku Antarktydy, na podkładzie wypełnionego po brzegi sprzętem kanadyjskiego statku łowieckiego Theron. Żegnały ich tłumy zgromadzone na nabrzeżu, a sam kierownik wyprawy wspominał to następująco – „Mam wrażenie, że wtedy my wszyscy – zarówno członkowie ekspedycji, jak i załoga – zdaliśmy sobie sprawę, że wraz z nami ruszają w drogę najlepsze życzenia całego kraju, które my możemy spełnić jedynie pełną poświęcenia pracą.” Plan okazał się trudniejszy niż zakładano. Theron utknął w lodzie zanim zdążył dopłynąć do wybrzeży Antarktydy, jednak z pomocą brytyjskiego samolotu obserwacyjnego – Auster, udało się wytyczyć nową drogę. Na lądzie pozostawiono Grupę Przygotowawczą, czyli ośmiu śmiałków skazanych wyłącznie na siebie. Ich zadaniem było przygotowanie bazy Shackleton w okolicach Vahsel Bay, z której to miała rozpocząć się misja CTAE. Sam Fuchs, nazywany przez kompanów Bunny i reszta załogi statku powrócili do Londynu. Budowanie bazy stało się heroiczną walką człowieka z siłami natury. Prace prowadzono w potwornym mrozie. Temperatury potrafiły spadać do minus czterdziestu stopni Celsjusza. Panowały ciągłe zamiecie i hulał przenikliwy wiatr. Ośmiu mężczyzn dowodzonych przez Kena Blaiklocka krok po kroku wznosiło szkielet budynku. Ponadto konstruktorzy zmuszeni byli codziennie pokonywać ponad 3 kilometry w jedną stronę, przywożąc z wybrzeża zapasy żywności, sprzętu, paliwa i elementów konstrukcyjnych – w sumie blisko 300 ton ładunku. Dnie spędzano na pracy. Często pojawiały się problemy z odmrożeniami, bowiem niektóre elementy stalowe trzeba było skręcać gołymi dłońmi. Gotowano, jedzono, grano w karty, pito herbatę ze sproszkowanym mlekiem, a czasem nawet delektowano się lampką brandy w drewnianej skrzyni o powierzchni 17,5 mkw., w której przywieziono na Antarktydę pojazd Snow – Cat, o którym nieco później. Spano w namiotach na zewnątrz „skrzyni”, po dwóch w każdym z nich. Kryzys przyszedł, gdy jedna z zamieci, nazwana przez zespół „wielką zamiecią marcową” pozbawiła zespół części zapasów żywności, paliwa i materiałów do budowania bazy, które zostały zabrane przez morze albo porozrzucane w okolicy przez wiatr. Finalnie ogromnym wysiłkiem udało się ukończyć składnie bazy Schackleton, a nawet nawiązać połączenie radiowe z BBC, aby móc relacjonować postępy prac i utrzymać kontakt z rodzinami. Wykorzystując psie zaprzęgi zapuszczano się na kilkudniowe wypady, aby badać początkowe kilometry przyszłej ekspedycji.

Pierwsze kroki wyprawy CTAE na Antarktydzie, 7 lutego 1956r. (źródło: “The crossing of Antarctica” George Lowe)

Sprzęt. W grudniu 1956 roku członkowie ekspedycji CTAE na pokładzie duńskiego statku polarnego Magga Dan wrócili na Antarktydę gotowi podjąć wyzwanie. Miesiąc wcześniej statek osobiście wizytowała Jej Królewska Mość, poznając załogę i członków ekspedycji. Patronat Królowej był czymś niezwykle ważnym, dodawał powagi ekspedycji i nadawał jej rangę czegoś niezwykłego.  Do bazy Schackleton dotarły brakujące materiały, zapasy żywności, listy, świeże owoce i warzywa, a wszyscy przywitali się symboliczną lampką brandy. Dotarła również wanna, bez odpływu… Jak się okazało, przez przypadek zamówiono wannę przeznaczoną dla Arabów z Adeny, które nie mają takowych i trzeba było wiercić w niej dziurę. Przygotowano również sprzęt do wyprawy, czyli trzy ogromne pojazdy gąsiennicowe Snow-Cat 743, na których opierała się ekspedycja CTAE. Każdy ze Śnieżnych Kotów napędzany był ośmiocylindrowym silnikiem Chryslera o mocy 200 koni mechanicznych i ciągnąc sanie z pełnym ładunkiem pochłaniał 2 litry paliwa na każdy przejechany kilometr, rozwijając przy tym prędkość do 15 km/h. Snow-Caty wyróżniały się czterema niezależnymi gąsienicami. Wprowadzono również szereg udoskonaleń – zwiększono kompresję silników, by mogły one pracować na dużych wysokościach, zmieniono instalacje elektryczne z 12V na 24V, które od tej pory były całkowicie wodoodporne, a akumulatory i silniki wyposażono w podgrzewacze. Temperatura w kabinie podczas jazdy utrzymywała się nieco powyżej O°C.

 Edmund Hillary w Fergusonie, Przylądek Crozier. (źródło: Photo by Geoffrey Lee Martin ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Do tego ekspedycję wyposażono w cztery Weasele. Były to pojazdy produkowane dla armii amerykańskiej przez Studebaker Corporation, napędzane rzędowymi sześciocylindrowymi silnikami o mocy 75 koni mechanicznych. Pojazdy te były produkowane tylko w czasach wojny, dlatego zakupiono cztery używane Weasele w złym stanie i poddano je kompletnemu remontowi. Całość bieżących prac nad maszynami oraz gruntowne naprawy przeprowadzano w prowizorycznym garażu, w którym znajdował się dźwig do wyciągania silników oraz kanał wykuty w łodzi do pracy przy podwoziach. W czasie świąt przystrojony garaż służył jako miejsce na cocktail party. Po drugiej stronie kontynentu w Scott Base, w cieśninie McMurdo, znajdował się Sir Edmund Hillary wraz ze swoją załogą. Bardzo sprawnie, choć nie bez przygód, wybudowano tam bazę składającą się z sześciu małych pomieszczeń połączonych korytarzami i to właśnie stamtąd drogą radiową przesłano pierwsze zdjęcie do Londynu. Ponadto zespół nowozelandzki wyposażony był w siedem traktorów Ferguson TE20, wszystkie pochodziły z fabryki w Coventry i napędzane były silnikami o pojemności 1850ccm o mocy 28 koni mechanicznych.

Zadania. Plan Fuchsa wydawał się być prosty. Wyruszy z bazy Shackleton, przejeżdżając przez oddaloną o 300 mil od startu placówkę South Ice, w kierunku Bieguna Południowego i znajdującej się tam bazy badawczej US Amundsen–Scott South Pole Station. Natomiast Hillary wraz ze swoim zespołem, wykorzystując w tym samym czasie zimowe doświadczenie w poruszaniu się w śniegu, zacznie zakładać depozyty na drodze od Scott Base w kierunku Bieguna Południowego. To z pewnością miało minimalizować ryzyko niepowodzenia misji w drugiej fazie, ale też ograniczało potrzebę zabierania ogromnej ilości zapasów z Schackleton, które musiałyby wystarczyć na trawers całego kontynentu.

Commonwealth Trans-Antarctic Expedition (źródło: Automobilist.com)

Niepokorny. W planach nie uwzględniono, aby Hillary i jego zespół dotarli do Bieguna Południowego. 15 grudnia 1957 roku, zespół Hillarego założył ostatni depozyt tzw. Depot 700 i otrzymał informację, że Fuchs dotrze do Bieguna między Świętami Bożego Narodzenia, a Nowym Rokiem. Tym samym uznano, że rola Hillarego została wypełniona. Jednak on sam uważał inaczej. Fergusony spisywały się nader dobrze. Wyposażono je w dodatkowe koło pośrednie, dzięki czemu możliwe było założenie gąsienic ułatwiających poruszanie się w miękkim śniegu. Dobudowano „budki” chroniące kierowców od wiatru i śniegu, jak podkreśla oficjalna biografka, Alexa Johnston – owszem, traktory miały kabiny, które chroniły przed wiatrem, ale nie miały dachów, więc cała ekspedycja przypominała jazdę kabrioletem przy -30°C.

Wyprawa rozpoznawcza Fergusonami, październik 1957r. (źródło: Photo by Geoffrey Lee Martin ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Poza tym były to całkowicie standardowe pojazdy farmerskie z hydraulicznymi podnośnikami z przodu, które były używane do przeładowywania towarów. Tym samym trzy połączone ze sobą Fergusony, ciągnąc wspólnie 3,5 tony ładunku, rozpoczęły operację „Dash to the pole”, nieuzyskując oficjalnej aprobaty kierownika wyprawy CTAE . 3 stycznia 1958 roku, o godzinie 20:00, po sześciodniowej heroicznej walce z śniegiem i lodowymi szczelinami, śpiąc zaledwie kilka godzin od momentu wyruszenia ze Scott Base, kompletnie wykończony zespół Hillarego nadał komunikat radiowy, że mają Biegun w zasięgu wzroku. Zmęczenie było tak duże, że niepokorna ekipa usnęła w ciągnionej budzie, która służyła za mały warsztat i pracowanie radiową. 4 stycznia 1958 roku, Sir Edmund Hillary, Murray Ellis, Peter Mulgrew, Jim Bates i Derek Wright dotarli do Bieguna Południowego – docierając tam pierwszy raz lądem od czasów wypraw Amundsena z 1911r. i Scotta z 1912r. i co najważniejsze, czyniąc to PO RAZ PIERWSZY W HISTORII POJAZDEM MECHANICZNYM!

Sir Edmund Hillary, Derek Wright i Murray Ellis, Biegun Południowy, styczeń 1958r. (źródło: Antarctic Heritage Trust)

Ta szalona misja była bardzo szeroko komentowana w mediach brytyjskich, zarzucano Hillaremu, że naraził dobro całego projektu na niepowodzenie. Vivan Fuchs dotarł do Bieguna Południowego 16 dni później, owacyjne witany przez Amerykanów, zespół Hillarego oraz dziennikarzy, którzy przylecieli samolotem. Wbrew medialnej nagonce panowie nie mieli do siebie żalu, bo na Biegunie Bunny przywitał niepokornego Nowozelandczyka okrzykiem „Cholernie dobrze widzieć cię Ed!”

Wyprawa CTAE dociera na Biegun Południowy. (źródło: Photo by Bruce Gilchrist, Ref: PAColl-7907-17-2. Alexander Turnbull Library, Wellington, New Zealand. /records/23115519)

Pobyt na Biegunie był przyjemny i uroczysty. Z dumą prezentowano wimpel ekspedycji własnoręcznie podpisany przez Królową i jej portret wieziony aż od Shackelton. 2 marca 1958 roku, Fuchs z sukcesem dotarł do Scott Base i jako pierwszy człowiek w historii przeprowadził trawers przez Antarktydę, pokonując 3473 km lodowych pułapek, zamieci i śniegu w 99 dni. Średnia prędkość przejazdu wyniosła 36 km na dobę. W bazie Scotta na ekipę czekali rodacy, Amerykanie z sąsiednich baz i fotoreporterzy, a zaimprowizowana w myśl zasady „Wszystko jedno jak grasz, byłeś grał głośno!” orkiestra zaintonowała hymn Wielkiej Brytanii „God Save the Queen”.  Trzy dni później statek Endeavour zabrał członków wyprawy do Nowej Zelandii. Po dwudziestodniowej podróży w porcie Wellington wyprawa została przywitana tłumami na nadbrzeżach, statki w portach dudniły trąbami na cześć zwycięzców, a nad głowami latały nowozelandzkie myśliwce Vampire. Wyprawa CTAE została zakończona.

Ekspedycja dowodzona przez V. Fuchsa dociera do Scott Base, 2 marca 1958r. (źródło: Photo by Geoffrey Lee Martin ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Kroczki. Nurtowało mnie jedno pytanie. Czytając wiele opisów tej wyprawy, nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego CTAE sama w sobie pochłonęła ponad 3 miesiące, dlaczego przygotowania na Antarktydzie zajęły 2 lata, aż w końcu, dlaczego zdecydowano się na wręcz oblężniczy styl jej przeprowadzenia z zakładaniem tylu depozytów?  Z wyjaśnieniem przyszła lektura „Na przełaj przez Antarktydę”, co ciekawe, przetłumaczona i wydana w Polsce w 1959 roku, więc bardzo szybko po udanej wyprawie. Otóż pierwszy etap CTAE od bazy Schackelton do Bieguna Południowego, przez założoną w międzyczasie placówkę South Ice (300 mil od bazy Schackelton), wyruszył 24 listopada 1957 roku.

V. Fuchs i Snow-Cat na czele kolumny.

W misji brały udział Snow-Caty o pseudonimach, które nadały im załogi. „Rock and Roll”, „Able” (brał udział w jednym z poważniejszych zarwań szczeliny lodowej; przednie gąsienic zaczepiły się swoimi koniuszkami o krawędź lodu, a tył pojazdu zaczepił się jedynie karoserią o przeciwległą krawędź szczeliny, w taki sposób, że tylne gąsienice wisiały bezwładnie nad przepaścią), dwa Weasele „Rumble” i „Wrack and Ruin”, ciągnik Muskeg „Hopalong” z wymalowanym na kadłubie kangurem, gdyż został ochrzczony przez Australijczyka  Jona Stepensona (Muskeg to pojazd produkowany przez Bombardiera w Kanadzie, przeznaczony do pracy w śniegu. Napędzany sześciocylindrowym silnikiem Chryslera o mocy 115 koni mechanicznych). Kolumnę zamykał Snow-Cat „County of Kent”, nazwany tak na cześć rodzinnego hrabstwa Roya Homarda. Na saniach, które ciągnęły pojazdy, zabrano ponad 20 ton żywności, paliwa, nafty, sprzętu badawczego oraz półtorej tony narzędzi i części zamiennych. Cała wyprawa była nieustanym ciągiem zmagań z lodowymi szczelinami.

Mimo wcześniejszych rozpoznań i odbyciu wielu mniejszych rekonesansów, okazało się, że lodowa powierzchnia Antarktydy nieustannie pracuje i zmienia się, stając się tym samym nieprzewidywalnym terenem usłanym niezliczonymi pułapkami. W efekcie podróżowano bardzo wolno i ostrożnie, a mimo to Śnieżne Koty często zapadały się w ukrytych szczelinach, zawisając nad przepaściami. Ratowanie pojazdów w takich warunkach było ogromnie niebezpieczne i bardzo trudne. Rozwiązaniem miała być prowizoryczna technika nawigacyjna – pilot siedział na dachu Śnieżnego Kota i obserwował teren przed pojazdem, ale po tym jak jeden z pojazdów zapadł się w lodzie, a pilot spadł z dachu obijając się i uszkadzając nogę, zaprzestano tych praktyk.

Kolejny dzień wyprawy. (źródło: ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Wszystkie maszyny nieustannie wymagały mniejszych i większych napraw – głównym problemem były skomplikowane układy chłodzenia i zapłonowe oraz zużywające się łożyska „łap” i gąsienic – wymiana jednej gąsienicy trwała do godziny, a cała operacja wiązała się z ręcznym doginaniem 592 ogniw oraz smarowaniem i wymianą olejów przy -30°C. Ciągłe wpadanie w szczeliny, wydobywanie pojazdów, ciągnięcie sań z kilkoma tonami ładunku – to wszystko osłabiało metalowe konstrukcje, które trzeba było doraźnie spawać w spartańskich warunkach, co pochłaniało nawet cały dzień.

Podczas wyprawy przeprowadzono szereg kontrolowanych wybuchów w celu obserwacji sejsmicznych. (źródło: ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Ale nie tylko maszyny zmagały się z problemami. Na Antarktydzie wirusy to rzadkie zjawisko i nie udało się nigdy wyjaśnić, dlaczego prawie wszyscy podróżnicy na różnych etapach wyprawy doznali nieoczekiwanych problemów żołądkowych powiązanych z wymiotami i bardzo wysoką temperaturą, które eliminowały ich na kilka dni z pracy. To prawda, że wyprawę zabezpieczała łączność radiowa z okolicznymi bazami oraz lotnicze wsparcie (pewnego dnia lotnicy podrzucili członkom wyprawy jeszcze ciepłe befsztyki), ale cóż z tego, gdy jest się poza zasięgiem samolotów?

Jim Bates w Depot 480. (źródło: Photo by John Claydon ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Do bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło, gdy Geoffrey Pratt nagle stracił przytomność, jego ręce i nogi drgały, a na twarzy pojawiły się wypieki. Okazało się, że zatruł się tlenkiem węgla. Przednie szyby Śnieżnych Kotów były podwójne, aby nie zamarzały dzięki krążącym między nimi gazami spalinowymi, jednak mała nieszczelność tego układu doprowadziła niemalże do tragedii. Z powodu bardzo trudnych warunków pogodowych, samolot z lekarzem specjalistą nie mógł wylądować, aby udzielić pomocy kierowcy. Dlatego zrzucono z samolotu butle z tlenem wraz z maską, a lekarz specjalista znajdujący się na pokładzie samolotu konsultował działania z medykiem wyprawy przez radio. Kierowcę udało się uratować. Wyprawa była bardzo trudna, nawet w drugim etapie od Bieguna Południowego do Bazy Scott’a i nastręczała wielu problemów, o czym przekonał się Ed Hillary, który drogą lotniczą dołączył do ekipy Fuchsa na ostatnim odcinku.

V. Fuchs i E. Hillary podczas biwaku na ostatnim etapie wyprawy. (źródło: “The crossing of Antarctica” George Lowe)

Nagle okazało się, że Koty jadą wprost na siebie. Błyskawiczna reakcja kierowców pozwoliła uniknąć czołowego wypadku, ale dzięki temu odkryto nowe pole magnetyczne, które tak obracało wskazówkę kompasu, że naprowadziło dwie części kolumny na kurs kolizyjny. Aby wyjść z tego, przy bardzo złej widoczności Hillary wystawał przez luk bezpieczeństwa na dachu i pilnował, aby żaden z Kotów nie odchylał się od linii przejazdu, korygując przez radio trajektorię. Mimo okropnie trudnych warunków panowała fantastyczna atmosfera. Na przykład 25 grudnia wyprawa ruszyła rano z opóźnieniem, bo wysłuchiwano świątecznego przemówienia Królowej, a Nowy Rok witano w namiotach, w śpiworach, ale jakby inaczej – ze szklaneczką niezawodnego brandy!

Na pierwszym planie Snow-Cat “Able” z powiewającą flagą RAF. (źródło: ©Antarctica New Zealand Pictorial Collection)

Symbole. Fergusony były pierwszymi mechanicznymi pojazdami, które dotarły do Bieguna Południowego. Okazały się tak dobrymi maszynami, że pozostawiono je na użytek amerykańskich badaczy w bazie Amundsen–Scott South Pole Station. Po akcji „Dash to the pole” Nowozelandczycy pokochali swojego pszczelarza jeszcze bardziej i pewnego dnia zabrali jego traktor z Bieguna, aby postawić go w Canterbury Museum w Christchurch. W tym samym muzeum znajduje się Snow-Cat „Able”. Na tym nie koniec. Hillary i jego wyczyn himalajski (zdobycie Everestu) zostały uwiecznione na nowozelandzkiej pięciodolarówce. Do 2003r. w lewym dolnym rogu banknotu znajdował się wizerunek Fergusona, który później został zastąpiony pingwinem.

Smiths. A czy historia o tym, że Hillary miał Smiths’a na Evereście jest prawdziwa? Wydaje się, że nie mogło być inaczej, skoro podczas wyprawy CTAE zarówno Ed, jak i Bunny oficjalnie nosili Smiths’y, które później wprowadzono do oferty jako modele Antarctica. Co więcej, Fuchs na swojej szyi, na rzemyku, miał przewieszony zegarek kapitana Scotta, który dotarł do Bieguna w 1912r. Otrzymał go od muzeum na czas wyprawy w ramach talizmanu.

Prasowa reklama Smiths DeLuxe Antarctic.

Hillary w swojej autobiografii „Nothing venture, nothing win” wspomina swój antarktyczny wyczyn w sposób następujący „Kontynuowałem to tak, jakby wymiana wiadomości nigdy nie miała miejsca … Stało się dla mnie jasne, że rola wspierająca nie była dla mnie wystarczająca. Kiedy już zrobiliśmy wszystko, o co nas poproszono – a nawet jeszcze więcej – nie widziałem powodu, dla którego nie powinniśmy sami sobie zorganizować kilku interesujących wyzwań.” W wywiadzie dla Time w 2003r. dodał: “Och, nie [nie było trudniej niż Everest]. Było po prostu inaczej na wiele różnych sposobów. Problemy ze śniegiem i lodem były podobne, ale na wysokiej górze, takiej jak Everest, istniały bardziej bezpośrednie niebezpieczeństwa – możliwość lawiny, upadku lub wpadnięcia do szczeliny. Na Antarktydzie temperatura na ogół była niższa, odległości były ogromne i to naprawdę była znacznie dłuższa sprawa. Tak więc, podczas naszej podróży na Biegun Południowy byliśmy pod ciągłym napięciem przez długi, długi czas. Przez wiele godzin byliśmy w ciągłym napięciu. Podczas gdy na dużej górze były to znacznie krótsze okresy czasu.”

Po wyprawie CTAE koncern British Petroleum zorganizował cykl publicznych wystąpień i pokazów. Na zdjęciu Snow-Cat i przemawiający do tłumu Bunny. 14 maja 1958 roku, UK, Londyn, Trafalgar Square (źródło: “The crossing of Antarctica” George Lowe)

Źródła: “Na przełaj przez Antarktydę” Vivan Fuchs, Edmund Hillary; nzhistory.govt.nz; antarcticanz.govt.nz; natlib.govt.nz; automobilist.com;  “Sir Edmund Hillary: an extraordinary life” Alexa Johnston; “Nothing venture, nothing win” Edmund Hillary