Blog
Zdzisław Beksiński – projektant autobusów.

Zdzisław Beksiński – projektant autobusów.

Lifestyle

Zdzisław Beksiński – malarz, rzeźbiarz, fotograf, wielbiciel muzyki. Artysta, którego do dziś nie można zdefiniować żadnym konkretnym stylem. Chociaż gdyby przeczytał słowo „artysta” z pewnością wprowadziłby poprawkę do tego tekstu mówiąc, że „artysta” to osoba, która coś tworzy– coś maluje, a on sam niczego nie maluje, tylko „jemu SIĘ MALUJE” – samo.

Bez tytułu / Untitled – 1982, 87 x 87 cm

Głównie znany ze swojego mrocznego malarstwa, którego osobiście za takie nie uznawał. Artystyczną karierę rozpoczynał od fotografii i rysunków. W jego szkicach przeważała tematyka erotyczna z pogranicza masochizmu i sadyzmu, przesiąknięta krępowaniem kobiecego ciała i biczowaniem. Nigdy nie wyjechał za granicę, bo uważał, że najlepiej czuje się w swoim małym, warszawskim mieszkaniu, w którym żył wraz z ukochaną żoną Zofią. To tam tworzył, słuchając po 14 godzin dziennie muzyki. Ujmował osobowością, która była równie niezwykła, jak jego twórczość. Każdy kto miał przyjemność się z nim spotkać podkreśla – był zupełnie inny niż jego obrazy – pogodny, miły, z wielką pasją do opowiadania i rozmowy.


Bez tytułu* / Untitled – heliotypia, 1969, 29 x 23 cm (DS)

O ile Beksiński jest powszechnie kojarzony z malarstwem, rysunkiem i rzeźbą, o tyle mało kto pamięta, że przez pewien czas był również projektantem. Z pewnością większość z Was, chociaż raz w życiu miała okazję przejechać się autobusem. Co więcej, bardzo prawdopodobne, że był to autobus, jednej konkretnej, polskiej, marki – Autosan. Jak wygląda autobus to każdy wie, kanciasta bryła, szyby i koła. Właśnie tę definicję autobusu, jako mało atrakcyjnej bryły metalu, chciał zmienić Beksiński. Na  tym przystanku zacznijmy poznawanie Zdzisława Beksińskiego –projektanta autobusów.


Bez tytułu* / Untitled – heliotypia, 1969, 29 x 23 cm (DS)

W roku 1832 w Sanoku, dwaj rzemieślnicy i powstańcy listopadowi, Mateusz Beksiński (pradziadek Zdzisława Beksińskiego) oraz Walenty Lipiński otworzyli zakład zajmujący się produkcją kotłów oraz narzędzi. Z czasem przedsiębiorstwo się rozrastało, aż w 1958 roku ostatecznie rodzi się Sanocka Fabryka Autobusów „Autosan”. W roku 1970 fabrykę opuściło ponad 4.000 autobusów, 2.000 furgonów oraz 40.000 przyczep, zatrudniając przy tym blisko 7.000 pracowników.


“XY41” – lata 60

W roku 1955 do Sanockiej Fabryki Autobusów, na stanowisko – plastyka w Dziale Głównego Konstruktora SFA, przyjęty zostaje prawnuk jej założyciela – Zdzisław Beksiński, młody inżynier – architekt. Zdzisław ukończył te studia ze względu na naciski ojca, który powiedział mu, że nie ma lepszego zawodu po okresie wojny jak architekt. W Autosanie Beksiński był odpowiedzialny za kreowanie wizerunku prototypowych autobusów oraz ich wnętrz. Jednak jak się później miało okazać, Beksiński swoim nowatorskim sposobem myślenia zdecydowanie wyprzedził czasy, w których przyszło mu żyć.

SFW-1 „Sanok” to pierwszy i chyba najambitniejszy projekt Beksińskiego w „studio projektowym” Autosana. Ten turystyczny autobus, inspirowany amerykańskimi krążownikami szos z lat pięćdziesiątych, miał na zawsze odmienić oblicze kanciastych i nudnych PRL-owskich autobusów. Absolutnie unikatowa stylistyka oraz wielkie przeszklone powierzchnie, zapewniające doskonałą widoczność. „Sanok” był tak zaprojektowany, żeby zapewnić najwyższy komfort podróżowania, dlatego też każdy rząd siedzeń wyposażony został w stolik chowany w bocznej ścianie.

Ciekawostką był tylny rząd siedzeń odwrócony tyłem do kierunku jazdy, ale za to zapewniający jeszcze lepszą widoczność poprzez zachodzącą na boki, obłą, szybę. Beksiński stworzył autobus, który do dziś mógłby śmiało nosić miano polskiej legendy. Również technicznie był projektem innowacyjny, bowiem był to pierwszy autobus w polskiej powojennej historii, który miała silnik umieszczony z tyłu.

W marcu 1958 roku Państwowa Komisja Oceny Transportu Samochodowego w Warszawie wydała decyzję o zaprzestaniu prac nad rozwojem SFW-1 „Sanok”. Oczywiście powód był jasny – autobus wyglądał niczym Cadillac w rozmiarze XXL, a w okresie PRL-u nie było przyzwolenia na imperialistyczną propagandę zza Oceanu. Niestety powstał tylko jeden prototypowy egzemplarz tego modelu, który w testach przejechał niespełna 100.000 kilometrów po polskich drogach. Później jego karoseria, po okresie gdy była ozdobą placu zabaw, została wywieziona na złom i pocięta. Właśnie w ten sposób bezpowrotnie straciliśmy jedno z ciekawszych dzieł PRL-owskiego designu motoryzacyjnego.

Po niepowodzeniu „Sanoka”, projekt ten nieco zmodyfikowano. Nieco – pozostawiając wyłącznie tendencję do dużych szyb. W 1962 roku powstał SFA-2. W porównaniu do „Sanoka” był to projekt „bardzo prosty”, ale mimo tego niezwykle wyszukany – duże przeszkolone powierzchnie, słupki okien pochylone ku przodowi i zakryte karoserią tylne koła. SFA-2 wyróżniał się również podwójnymi przednimi lampami osadzonymi w masywnym chromowanym zderzaku.

Co ciekawe, podłoga w tym autobusie była całkowicie płaska, pozwalało to na dowolną adaptację wnętrza – rzecz niespotykana w tamtym okresie. Jednak i ten projekt został spuszczony do lamusa ze względu na zbyt nowatorskie wzornictwo. Kolejnym etapem było wydłużenie modelu SFA-2 i stworzenie SFA-3 „Akwarium”, ale i ten autobus nie doczekał się produkcji seryjnej.

Najbliżej sukcesu okazał się SFA-4 Alfa z 1964 roku. Był to mikrobus na wzór bardzo popularnego VW T2 „Ogórka”. W 1965 roku wyprodukowano 20 prototypowych sztuk (wg. innych źródeł 10szt.). Alfa była zdolna przewieźć 11 pasażerów i była nowoczesnym wydaniem wysłużonej już wtedy Nysy. Udało się nawet uzyskać akceptację warszawskiej komisji!

Jednak nagle produkcji zaprzestano, uznając, że fabryka w Sanoku nie będzie się zajmowała tak małymi konstrukcjami. Ta nagła zmiana była również spowodowana rozpoczęciem rozmów o wprowadzeniu do produkcji Polskiego Fiata 126p. Niemalże równolegle, bo w roku 1964 do produkcji za Oceanem trafił Dodge A100, który wygląda bardzo podobnie do naszej Alfy, a o jego sukcesie niech świadczy fakt, że był produkowany do 1970 roku po czym doczekał się nieskończonej ilości następców.

Działalność Beksińskiego nie ograniczała się jedynie do designu autobusów. Autosan zawdzięcza mu również projekt odświeżonego logo, które symbolizuje białego bociana w locie. Projektował on również siedzenia, kokpity kierowców oraz schematy zewnętrznego malowania. Po kilku latach pracy w dziale projektowym Beksiński został przeniesiony do… malowania transparentów propagandowych. Na całe szczęście, gdy projekty motoryzacyjne Beksińskiego jeden za drugim lądowały w koszu, miał wystarczająco dużo czasu i swobody by tworzyć swoje grafiki, dzięki którym dziś zachwyca się nim cały świat.

Z kolekcji Państwa Dmochowskich – “TE” – 1985, 100,5 x 97 cm (NCKPD)

Ale czym jeździł sam Beksiński na co dzień? Dzięki uprzejmości Kamila z „Zdzisław Beksiński – Bez tytułu” oraz dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, które dziś jest największym na świecie właścicielem prac Beksińskiego, pana Wiesława Banacha mogę Wam odpowiedzieć na to pytanie. Otóż, jeszcze za czasów gdy Beksiński mieszkał w Sanoku do przemieszczania się wykorzystywał motocykl – IŻ 49. Zdarzało się nawet, że odbywał na nim podróże po Polsce.

W latach 60 rodzina Beksińskich do poruszania wykorzystywała wysłużoną Skodę Octavie pożyczoną od przyjaciela rodziny – Jerzego Lewczyńskiego. W „okresie warszawskim” pojawiają się dwa auta Honda (model nieznany) oraz Toyota Corolla AE86. Co ciekawe, sam Zdzisław posiadał prawo jazdy, ale nie przepadał za prowadzeniem samochodu, dlatego wyręczała go w tym żona Zofia, która wręcz uwielbiała jazdę autem. Po Warszawie Mistrz z reguły przemieszczał się komunikacją miejską. Myślę, że szczególnie usatysfakcjonowani czują się fani japońskiej motoryzacji, wiedząc, że Beksiński poruszał się kultową dziś Corollą AE86 – niestety nie zachowało się żadne zdjęcie.

To już ostatni przystanek. Popatrzcie jeszcze raz na te projekty, na tę unikatową wizję, która wyprzedzała to o czym byli w stanie myśleć ludzie zaślepieni polityką – a to tylko autobusy. W mojej opinii ówczesny Beksiński mógłby zostać przyrównany do tego, co paręnaście lat później, robił Janusz Kaniewski dla polskiego designu. Obaj byli świetnymi projektantami z wizją, a do tego, co bardzo ważne, doskonale wiedzieli, jak musi wyglądać COŚ co ma się dobrze sprzedawać. On sam to jedna z ciekawszych polskich postaci XX wieku. Żal tylko, że przez okrutne morderstwo  już nigdy nie będę mógł umówić się z Nim na wywiad i zapytać – Panie Zdzisławie, a jak według Pana powinien wyglądać polski samochód sportowy? Z pewnością by odpowiedział, bo jak wielokrotnie powtarzał Piotr Dmochowski – Zdzisław był strasznym gadułą. Dziś pozostaje mi jedynie zaprosić Was do zapoznania się z twórczością Zdzisława Beksińskiego i chwili refleksji nad jego dziełami.

Bardzo dziękuję za pomoc w przygotowaniu tego materiału patronom – prawdziwemu pasjonatowi twórczości Beksińskiego i niezwykle otwartemu człowiekowi – Kamilowi – Zdzisław Beksiński – Bez Tytułu, oraz panu Wiesławowi Banachowi – dyrektorowi Muzeum Historycznego w Sanoku.

Zdjęcia: Muzeum Historyczne w Sanoku / autosan.cba.pl / orbite.pl / focus.pl

Copyright © 2017 Tejsted.pl