Blog
Diabeł – Lamborghini Diablo

Diabeł – Lamborghini Diablo

tejsty

O Diable wiele byłoby do powiedzenia
Nie umarł, ciągle żyje
Jakże mógł zginąć
z ręki wciąż nieobecnego boga?

On jest obecny
Popatrz własnymi oczami, popatrz jego oczami
Może objawić się gdziekolwiek
Może jest dobry, może jest tobą,
może jesteś zły, ale jesteś
Czymże więc nieobecne dobro?
Obecnym złem?
Stałym oddziaływaniem! ~ Gunnar Ekelöf

Podobno jeśli nie odczuwasz strachu to umarłeś. Każdy z nas wierzy w swojego Boga i w swojego Diabła. Każdy z nas boi się czegoś innego. Ale są wśród nas ludzie, którzy z przekraczania cienkiej granicy pomiędzy komfortem psychicznym, a ciekawością co jest dalej, uczynili sobie sposób na spędzanie wolnego czasu.



Ryzyko. Pisanie artykułu o Lamborghini Diablo zbiegło się w czasie ze smutnymi wieściami ze świata wyścigów, czyli śmiercią 26 – letniego kierowcy Formuły 1 Jules’a Bianchi. Młody Francuz po poważnym wypadku na Torze Suzuka w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Po 9 miesiącach śpiączki Jules odszedł w zaciszu szpitalnego pokoju nie odzyskując już przytomności. Lubię motorsport, szczególnie te skrajne formy, takie jak TT Isle of Man czy LeMans 24h. Jednak za każdym razem gdy kolejny zawodnik odjeżdża z toru karetką zadaje sobie pytanie: po co ktoś to robi? Pieniądze, sława, kobiety? Co więcej, jeśli przyjrzycie się bliżej niektórym zawodnikom to zauważycie, że są wśród nich takie jednostki, dla których liczy się tylko wygrywanie, wyłącznie pierwsze miejsce, bez względu na cenę nawet jeśli miałoby to oznaczać poświęcenie swojego zdrowia. W wypadkach łamią sobie kości, fundują obrzęki mózgów i wielonarządowe urazy… a mimo to, pierwsze o co pytają po odzyskaniu przytomności to “kiedy mogę wrócić na tor”?

Podstawy. Lamborghini Diablo to właśnie taki zawodnik. Nieważne jak, liczy się tylko wygrywanie. Gdy pisałem o Ferrari 550, wspomniałem, że jest to auto dla „biurowych ryzykantów”, takich ludzi, którzy po ośmiu godzinach spędzonych pod krawatem chcą poczuć odrobinę szaleństwa za kierownicą. Zapomnijcie o tym. Rozmawiając o tym Lamborghini pojęcie „ryzyka” ma zupełnie inny wymiar. Do Diablo trzeba podejść zapominając o wszystkim co się do tej pory widziało, słyszało i czuło. To jak umrzeć, wejść do piekła, poznać szatana i wrócić na Ziemię.

Inne czasy. Dlaczego Diablo jest bardziej brutalne od współczesnych supersamochodów? Nie staram się tu porównywać, ale chce Wam uświadomić, że świat staje się coraz bardziej zachowawczy – mniej prawdziwy. Przede wszystkim różnica między Diablo, a choćby Aventadorem to 25 lat. To aż dwie i pół dekady postępu technicznego, rozwoju myśli o bezpieczeństwie i w pewnym stopniu zabijanie kultury ulicznych szaleńców. „Supersamochód” od zawsze był oznaką pewnego statusu społecznego, zupełnie jak kiedyś koń dla rycerza. Jednak 25 lat temu Diablo było oznaką czegoś więcej – symbolizowało dołączenie do grupy ludzi kochających niezdrową adrenalinę. Dziś wystarczy iść do pracy, zarobić trochę pieniędzy i zamówić w salonie to co się żywnie podoba. Z Diablo tak nie jest. Żeby jeździć tym autem trzeba mieć coś więcej niż 1.000.000 PLN na koncie. Trzeba mieć po prostu jaja. Wewnętrznie trzeba odczuwać zwierzęcy pociąg do adrenaliny, chęć przebywania z czymś co może Cię realnie pozbawić życia, a fizycznie trzeba mieć nie lada krzepę, żeby ukręcić malutką kierownicą bez wspomagania.

Be Italian! Diablo na rynku pojawiło się w 1990 roku i  było pierwszym Lamborghini wyprodukowanym po przejęciu upadającej włoskiej marki przez Chryslera. Jego zbudowanie pochłonęło 5 lat i około 60 milionów Euro (kwota w dużym przybliżeniu ze względu na brak relacji Lira do Euro). Diablo zastąpiło tym samym niemniej legendarnego Countacha, z którym dzieliło choćby silnik oraz skrzynię biegów. Tak jak już wspominałem, lata 90. to nieustanna walka o wyniki. W świecie motoryzacji wystartował nieoficjalny wyścig o to kto stworzy najszybsze seryjnie produkowane auto. Faceci mają to do siebie, że uwielbiają się popisywać, zakładać się i w efekcie robić głupie rzeczy, tak dla samej przyjemności udowodnienia innym kto tu rządzi. Ferrari zaprezentowało model F40 i rozpędziło go do 328 km/h zdobywając tym samym tytuł najszybszego seryjnego auta świata. Lamborghini nie chciało być w tyle i zleciło swojemu najlepszemu projektantowi zadanie, “zrób najszybsze auto na świecie”.

DSC_4439

Marcello! Za projekt Diablo zabrał się Marcello Gaudini – człowiek niepokorny, architekt klubów nocnych i co najważniejsze, projektant samochodów, dla którego ważny był nie tylko ich design, ale przede wszystkim właściwości techniczne. Przy tym wcale nie chodziło o użyteczność, chodziło o idee – jeśli coś miało być najszybsze na świecie, to po prostu miało być najszybsze. To Gaudini stworzył legendarne „lambo doors”, co prawda zrobił to projektując koncepcyjną Alfe, ale osobiście uważam, że scyzorykowate drzwi to symbol marki Lamborghini. Warto wspomnieć, że tylko modele Lamborghini z silnikami V12 mają drzwi otwierane do góry. Nie bez powodu Marcello trafił do panteonu motoryzacyjnych legend. Jego portfolio mówi samo za siebie: Miura, Countach, Diablo, EB110, Stratos – auta, które bez względu na to kto się o nich wypowiada, trafiają do absolutnej czołówki najseksowniejszych.

Rekord. Ostatecznie Diablo pobiło rekord prędkości ustanowiony przez Ferrari F40… o cały 1 km/h, osiągając prędkość 329 km/h i stając się tym samym najszybszym seryjnie produkowanym samochodem świata. Nieoficjalnie Sandro Munari (Rajdowy Mistrz Świata i dwukrotny Rajdowy Mistrz Włoch; Munari startował w rajdach wraz z Bjornem Waldegardem w Lancii Stratos) rozpędził Diablo do 340 km/h. Ale poza tym w Diablo nie ma nic „naj”. Jazda tym samochodem to jak usiąść okrakiem na rakiecie V2, niczym na konia, i nieustannie klepać ją w dupsko, żeby leciała szybciej.

DSC_4416

Byk. Tradycyjnie Lamborghini nazywa swoje samochody używając przydomków najwaleczniejszych byków. Diablo był zwierzęciem niezwykłym. Bardzo agresywnym i walecznym, pochodzącym ze specjalnej hodowli. Zasłynął pojedynkiem z torreadorem „El Chicorro” w Madrycie w roku 1969. Podobno każdy Hiszpan z siwym włosem na głowie zna tę historię. Mając takie zaplecze ideologiczne Lamborghini Diablo  było skazane na to, żeby mieć bardzo perfidny charakter.

DSC_4581

Szybkość. W szaleńczej pogoni za prędkością włoscy projektanci zapomnieli o wszystkim innym. Wspomaganie – nie ma. ABS – nie ma. Kontrola trakcji – nie ma. Nie ma niczego oprócz ogromnego silnika V12 o pojemności 5.7l, generującego moc niespełna 500 hp. Zupełnie przez przypadek dostrzegłem, że Diablo do pierwszych 100 km/h rozpędza się w czasie zbliżonym do Porsche 911 4s, czyli w 4 sekundy. Z tą różnicą, że Diablo jest trudne do opanowania, wymaga dużych umiejętności, przewidywania tego co się za chwilę wydarzy i ogromnego szacunku.

DSC_4638

Laweta. Nasze auto pochodziło z okresu kiedy Diablo można było nazwać bardziej “prototypem” niż “autem seryjnym”. Produkcyjnie największe trudności sprawiał zawodny układ wtryskowy i bardzo szybko zużywające się sprzęgło. Czego nie można powiedzieć o skrzyni, która jest niespodziewanie dobra, będąc przy tym definicją starej dobrej szkoły. Uwielbiam te skrzynie, w których biegi mają swoje ściśle określone miejsce, a każdej kolejnej zmianie towarzyszy charakterystyczny dźwięk, jak przy przeładowywaniu karabinu. Ale tak prozaiczna rzecz jak pedały, może już denerwować, są one bowiem tak blisko siebie, że nawet mając rozmiar buta 40 jest w nie ciężko precyzyjnie trafić. Nic dziwnego, że fabrycznie za fotelami montowano potężny system audio… głównie chyba po to, żeby było czego słuchać w oczekiwaniu na lawetę. Ba! Miałem nawet okazje ładować Diablo na lawetę i to też nie jest takie proste. Przede wszystkim Lamborghini jest bardzo niskie, co utrudnia samo wjechanie na najazdy, a po drugie, Diablo nie ma nawet kotwicy z przodu, za którą można by było zapiąć linkę holowniczą.

Prostak. Ludzie zachwycają się Diablo na zdjęciach, doceniają jego walory architektoniczne. Ale pełne zrozumienie tego auta wymaga bliskiego spotkania. W nim trzeba usiąść. Napełnić płuca oparami włoskiej skóry i niedopalonej benzyny. Rozejrzeć się dookoła. Podotykać tej prostoty. Od razu widać, że Lamborghini kiedyś zajmowało się produkcją maszyn rolniczych. Ale uwierzcie mi, z perspektywy pasażera najważniejsza jest autobusowy uchwyt znajdująca się pod deską rozdzielczą. Bo o ile kierowca może się trzymać się malutkiej kierownicy, o tyle pasażer musi korzystać z tego pałąka, żeby nie pogubić zębów. Zresztą co można powiedzieć o samochodzie, w którym seryjnie są 5-punktowe pasy bezpieczeństwa? Na pewno nie to, że stworzono to auto do jeżdżenia nim na zakupy. Nie jest łatwo panować nad 500-konnym autem mając do dyspozycji kierownicę bez wspomagania, do tego dość małą, co sprawia, że tego wysiłku w walkę z tym bykiem trzeba włożyć naprawdę dużo.


Do tyłu. Jeśli chodzi o widoczność to nie można powiedzieć, żeby ona w ogóle była. Przez przednią szybę widać zdecydowanie najwięcej, co oczywiste, ale parkowanie to wyższa szkoła. W zasadzie samo Lamborghini od momentu wypuszczenia Countacha na rynek w instrukcji obsługi pojazdu proponuje kilka rozwiązań tego problemu. Pierwszym z nich jest parkowanie z pasażerem na zewnątrz, który macha rękoma i nawiguje kierowcę. Drugie rozwiązanie wymaga nieco więcej gimnastyki, bowiem zakłada, że kierowca siedząc na progu auta przy otwartych drzwiach podejmuje próbę jazdy do tyłu – tak, jest to oficjalne zalecenie producenta.

Podsumowując. Ciężko powiedzieć, żeby technicznie Diablo było czymś więcej oprócz karoserii, silnika i 4 kół, bo jego zaawansowanie techniczne kończy się na elektrycznych szybach. Często słyszę „co wy widzicie w tych samochodach? Kupa złomu i silnik.” i właściwie do tego sprowadza się ten samochód. Lamborghini Diablo to definicja charakternego sportowca. Surowego, nie okazującego uczuć i przedkładającego swoją egoistyczną chęć wygrywania nad własne zdrowie i życie. Taki typ człowieka, który nie może mieć rodziny, bo miałby za wiele do stracenia. Totalnie abstrakcyjne auto – mocne, szybkie, kompletnie niesterowne i trudne do opanowania. Zarazem jednak piękne, fascynujące i niesamowite. Myślę, że nie bez powodu Lamborghini Diablo jest najczęściej wymieniane w rankingach najbardziej nieprzewidywalnych aut świata.

Copyright © 2017 Tejsted.pl
Bursa Escort film izle