Blog
Przyjaciel – Chevrolet Camaro

Przyjaciel – Chevrolet Camaro

tejsty

DSC_3724

Camaro ma jedną zasadniczą wadę. W zasadzie ciężko to nazwać wadą, bo to taki ujemny plus. Mianowicie to auto za dobrze wygląda, przez co często mylnie jest porównywane z samochodami z kompletnie innej bajki. Co w efekcie sprawia, że wypada ono blado na tle pseudo konkurencji. Ciężko się dziwić, bo jak sprawiedliwie porównać amerykański odpowiednik Skody Octavii do Ferrari albo BMW Mpak.?


Faceci mają to do siebie, że nigdy nie dorastają. Oni zmieniają tylko rozmiar zabawek. Znacie pewnie te życiowe historie jak kochany tata kupuje swojemu rocznemu synkowi zestaw klocków Lego z oznaczeniem +16 lat… To tłumaczy czemu Camaro stało się autem firmującym zabawki Hot Wheels – jedna z wersji nawet nosi taką nazwę. To jest taka zabawka dla dużych chłopców. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo wchodząc w markecie na dział z zabawkami i przyglądając się modelom aut na regale, nie ciężko znaleźć samochód podobny do Camaro. Małe szybki, duże felgi i muskularne kształty – typowy resorak.

DSC_3654

Prezentowane auto to już piąta generacja tego modelu po raz pierwszy zaprezentowana w roku 2006 roku na targach w Detroit. Na tych samych targach w roku 1966 światło dzienne ujrzał pierwszy Chevrolet Camaro, który miał być odpowiedzią na pojawiającego się wtedy Forda Mustanga. W tamtych czasach te dwie marki prowadziły ze sobą zaciętą wojnę marketingową, której spadkobiercami dziś są Audi i Porsche, widoczną choćby podczas wyścigu Le Mans 24h. Nie chodzi tylko o to żeby coś wygrać albo zbudować lepsze auto, chodzi o budowanie otoczki rywalizacji i zdobywanie fanów oddanych marce. Tak też było z Chevroletem i Fordem. Kiedy w 1966 zapytano co właściwie oznacza nazwa „Camaro” (nazwę wyssali z palca) Chevrolet odpowiedział, że zaczerpnęli to słowo z języka francuskiego i oznacza „przyjaciela”, bo ich auto to prawdziwy przyjaciel kierowcy. Nie trzeba było długo czekać, aż Ford znalazł to słowo w starym hiszpańskim słowniku, gdzie oznaczało tyle co mały albo pokraczny (kreatura). Ale wtedy za promocję marki płacono ludziom kreatywnym i zabawnym, a nie idiotom z tytułem „creative manager executive marketing super developer”. Szybko po zaczepce Forda w gazetach motoryzacyjnych ukazała się odpowiedź Chevroleta, „tak owszem Camaro to małe… złośliwe, zwierze które zje Mustanga”. No i pozamiatane.

DSC_3690

Ja bym pozostał przy wersji, że Camaro to przyjaciel, bo to naprawdę fajne auto. Nasze Camaro było wyposażone w silnik V6 o pojemności 3.6 litra i mocy 320 hp, czyli zupełnie europejski standardowy daily driver z nieco większą mocą. Moim skromnym zdaniem to efekt tego, że Chevrolet dostrzegł potrzebę przemian. Ale to nie oznaczało zerwania z tradycjami marki. „Nowe” Camaro stylistyczne garściami czerpie ze swoich modeli lat 60. Szczególnie jeśli chodzi o boczną linię, która przypomina pierwsze Camaro. Jednak ma ona w sobie coś nowoczesnego i brutalnego. Styliści po prostu nie chcieli, żeby to auto stojąc zaparkowane na ulicy bało się byle Mercedesa, niczym Sejo w starciu z TIRem.

DSC_3704

Camaro przypomina mi napakowanego skurnal po siłce, który w razie czego może komuś walnąć tak dla zasady. Stylistycznie to dość ciekawe auto z pomysłem. Nie ma tu co prawda wariackich linii i włoskiego polotu, ale jest prosty pomysł – brutalność i prostota. Co więcej, te dwie cechy są po prostu spójnie rozwinięte – wąskie szyby współgrają z małymi lusterkami, wielki rekinowaty przód z rozbudowaną maską itd. W kwestii kontynuacji historii modelu, Camaro jest dużo lepszą koncepcją, niż w przypadku Chargera który nie bardzo mnie do siebie przekonał.

DSC_3733

Problem może zacząć się po przekroczeniu wrót. Niestety, dupy nie urwie, zachwytu nie będzie. Jest przaśnie i prosto. Kierownica z Aveo albo Cruza, marny plastik – ogólnie tak sobie. Dobrze, że są małe szybki to przynajmniej w środku jest ciemno i nie widać tych wszystkich niedociągnięć. Ale po tym jak usiądziesz w całkiem wygodnym fotelu, odpalisz i przypomnisz sobie jak to auto wygląda z zewnątrz to jest trochę lepiej.

DSC_3686

Przez przednią szybę, a w zasadzie przedni lufcik, widać tyle że słońce świeci i deszcz nie pada. Dobrze, że jest kamera cofania, bo małe designerskie lusterka i tylna szyba, która bardziej przypomina szyberdach, nie pomagają w cofaniu. Ale dodając do tego wąskie boczne szyby tworzy to całkiem fajny efekt siedzenia w nietypowej puszce. Da się przeżyć to wnętrze, powiedziałbym, że nawet jest ciekawe – co kompletnie kłóci się z tym co wcześniej przeczytaliście i zaraz powiem dlaczego.

DSC_3682

Nasza wersja miała silnik V6, czyli najsłabszy. I to jest klucz do sukcesu, o czym przekonałem się w rozmowie z właścicielem. To auto jest traktowane jak daily driver – do codziennej jazdy do pracy i wożenia dziecka do szkoły. Kiedy prowadzisz biznes i potrzebujesz samochodu mało awaryjnego, którym dojedziesz na spotkanie i wrócisz do firmy, pewnie od razu kupisz Skodę Octavię. Ale kupić Skodę to cytując klasyka „przegrać życie na samym początku”.

DSC_3668

Według mnie to jest półka, w której Camaro powinno być odnajdywane i nie ma się co obrażać. Jaki kraj taka Skoda Octavia, Amerykanie po prostu lubią czuć się dobrze każdego dnia, w przeciwieństwie do Polaków, którzy już rodzą się z myślą o tym, że są narodem wybranym… do cierpienia.

DSC_3700

Nie jest to auto sportowe, pokroju Ferrari czy choćby Corvette. Camaro to przyjaciel i jako taki powinien być odbierany. Przyjaciół mamy cały czas, dzień w dzień i o każdej porze – czy pada deszcz czy śnieg to tym bad boyem dojedziesz po świeże bułki dla ukochanej. O byciu przyjacielem przypomni nam samo Camaro po przekręceniu kluczyka. Prowadzenie nie jest niczym skomplikowanym. Więcej czasu zajmuje przyzwyczajenie się do wąskich szybek niż do czegokolwiek z zakresu szeroko pojętego prowadzenia.

DSC_3695

W tej kwestii nic szczególnie nie zachwyca, ani też nie przeszkadza. Jest zwykłe, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Skrzynia automatyczna działa bez większych problemów – przyjmując, że traktujemy to auto jako auto codziennego użytku. Nie ma sensu używać łopatek, bo czas oczekiwania na bieg jest mniej więcej taki jak na wizytę u lekarza na NFZ. Jednak do dyspozycji pozostaje prawie 330 koni i sztywne zawieszenie, dlatego czasem można z tego skorzystać. Okazjonalnie palić gumę, pójść delikatnie bokiem albo co tam kto jeszcze chce robić w drodze do kościoła. Z pewnością mocy starczy na tyle, żeby bezpiecznie wyprzedzać i dynamicznie pocisnąć do pracy jak się zaśpi.

DSC_3639

Camaro jest też mało awaryjne. Nasze auto nie miało większych problemów od X kilometrów i kilku lat, oprócz standardowych serwisów i zepsutej pompy wody. To mało, choć pewnie ile Camaro tyle opinii. Dla mnie, szczególnie w prezentowanej wersji V6, to idealne auto do dziennego tyrania, taka kosmicznie wyglądająca Skoda Octavia. Spalanie na poziomie 13 litrów też nie dyskredytuje Chevroleta jako daily drivera. Jeśli tak na to spojrzymy to poruszona już kwestia wnętrza wręcz nas zachwyci. W standardowej wersji dostaniemy skórę, klimę, Blututa, cały zestaw europejskich poduszek i nawet dorzucą 20 calowe felgi.

DSC_3635

Ktoś powie trzeba było wziąć wersje ZL 1 z silnikiem 6.2 litra… tylko pytanie po co, skoro nawet w takiej opcji to auto wyląduje jako daily driver z tą różnicą, że w Wenezueli bo tam jest tania benzyna. Camaro od początku nie zostało stworzone do wyścigów. Wygląda imponująco, jakby wyciągnięte z komiksu o wyścigach i to cieszy, ale tak serio serio to nie aspiruje ono do konkurowania z Ferrari. Nie każdy dobrze zbudowany facet musi być od razu zawodowym sportowcem. Chevrolet projektując Camaro zrobił kawał dobrej roboty i do momentu kiedy nie zaczniemy myśleć o nim jak o jakimś super wyjątkowym aucie sportowym to z pewnością nie będziecie rozczarowani. Zawsze przyjemniej zacząć 12 godzin w pracy od przejażdżki Camaro na pustych wydechach. A teraz zadzwońcie do swoich przyjaciół i powiedzcie im, że ich lubicie.

Copyright © 2017 Tejsted.pl