Blog
Diabeł – Lamborghini Diablo

Diabeł – Lamborghini Diablo

tejsty

DSC_4643

O Diable wiele byłoby do powiedzenia
Nie umarł, ciągle żyje
Jakże mógł zginąć
z ręki wciąż nieobecnego boga?

On jest obecny
Popatrz własnymi oczami, popatrz jego oczami
Może objawić się gdziekolwiek
Może jest dobry, może jest tobą,
może jesteś zły, ale jesteś
Czymże więc nieobecne dobro?
Obecnym złem?
Stałym oddziaływaniem! ~ Gunnar Ekelöf

DSC_4651

Podobno jeśli nie odczuwasz strachu to umarłeś. Każdy z nas wierzy w swojego Boga i swojego Diabła. Każdy z nas boi się czegoś innego. Ale są wśród nas ludzie, którzy z przekraczania cienkiej linii między komfortem psychicznym a ciekawością co jest dalej uczynili sobie rozrywkę.

DSC_4447

Pisanie artykułu o Lamborghini Diablo zbiegło się ze smutnymi wieściami ze świata wyścigów, czyli śmiercią 26 – letniego kierowcy Formuły 1 Jules’a Bianchi, który po poważnym wypadku na torze Suzuka w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Po 9 miesiącach śpiączki Jules odszedł w zaciszu szpitalnego pokoju nie odzyskując przytomności. Lubię motorsport, szczególnie te skrajne formy, jak TT Road Race czy LeMans. Ale za każdym razem gdy kolejny zawodnik odjeżdża z toru karetką zadaje sobie pytanie: po co ktoś to robi ? Pieniądze, sława, kobiety ? Trwa to krótko, bo wiem że ryzyko jest częścią tej gry i albo to akceptujesz albo nie. Co więcej jeśli przyjrzycie się bliżej niektórym zawodnikom to zauważycie, że są wśród nich takie jednostki, dla których liczy się tylko wygrywanie. Tylko pierwsze miejsce bez względu na cenę. W wypadkach łamią kości, fundują sobie obrzęki mózgów i wielonarządowe urazy… a mimo to pierwszym co mówią po odzyskaniu przytomności to „kiedy wracam na tor?”.

DSC_4524

Lamborghini Diablo to właśnie taki zawodnik. Nieważne jak, liczy się tylko wygrywanie. Pisałem niedawno o Ferrari 550, wspomniałem że jest to auto dla „biurowych ryzykantów”, którzy po godzinach spędzonych w garniturze chcą poczuć szaleństwo. Zapomnijcie o tym. Tu pojęcie „ryzyka” ma zupełnie inny wymiar. Do Diablo trzeba podjeść zapominając o wszystkim co się do tej pory widziało, słyszało i czuło. To jak umrzeć, wejść do piekła, walnąć flachę z Diałbem i wrócić na Ziemie z giga kacem.

DSC_4465

Czemu Diablo niby jest bardziej brutalne od współczesnych brutali ? Nie staram się tu porównywać, bo to oczywiście bez sensu, ale chce Wam uświadomić, że świat staje się bardziej zachowawczy – mniej prawdziwy.  Przede wszystkim różnica między Diablo, a choćby Aventadorem to 25 lat. To dwie i pół dekady postępu technicznego, rozwoju myśli o bezpieczeństwie i w pewnym stopniu zabijania kultury ulicznych szajbusów. Różnica tak prozaiczna jak między wyścigami F1 z lat 90, a współczesnymi. Kiedyś tacy zawodnicy jak Lauda, Hunt, Senna mieli tylko jeden cel – zapierdalać. Wykraczać poza granice komfortu psychicznego i fizycznego. Arcymistrzowie ścigania, bogowie toru i prędkości. A jednak z tej trójki, wydawałoby się niezniszczalnych ścigantów tylko Lauda dziś ma okazję kupować bułki w sklepie… Dzisiaj od ścigania ważniejsze są pieniądze, polityczne zagrywki i rozgrywanie wyścigów w zasadzie poza torem – pozostają tylko jednostki z głębokim poważaniem dla politycznej poprawności.  To samo dzieję się w motoryzacji.

DSC_4533

Dzisiaj „supersamochód” jest oznaką statusu społecznego. Jak koń dla rycerza. Te 25 lat temu Diablo było oznaką czegoś więcej – oznaczało dołączenie do grupy ludzi kochających wręcz niezdrową formę adrenaliny. W 2015 roku wystarczy iść do pracy, zarobić trochę pieniądzów i zamówić sobie co się żywnie podoba. Z Diablo tak (nie było) nie jest. Żeby jeździć tym autem trzeba mieć dwie rzeczy. Psychicznie trzeba odczuwać zwierzęcy pociąg do adrenaliny, do przebywania z czymś co może realnie pozbawić Cię życia i trzeba to lubić. A fizycznie trzeba mieć mega krzepę, żeby nie dać się zabić.

DSC_4495

Diablo na rynku pojawiło się w 1990 roku. Jego zbudowanie trwało 5 lat i pochłonęło około 60 milionów Euro (przeliczam na oko, bo ciężko ustalić relację Lirów do dzisiejszych kursów). My skończyliśmy walczyć z komuną, tymczasem Włosi zbudowali 500 konne auta – close enought. Diablo pojawiło się jako następca legendarnego Countacha (Wilk z Wall Street takiego miał). Tak jak wspominałem w latach 90 liczyły się wyniki. Dlatego nieoficjalnie w świecie motoryzacji pojawiła się rywalizacja o to kto stworzy najszybsze seryjne auto na świecie. Faceci mają to do siebie, że uwielbiają się popisywać, zakładać się o coś i robić głupie rzeczy tak dla zasady. Dlatego Ferrari pokazało model F40 i bujnęło go do 328 km/h zdobywając tym samym tytuł najszybszego seryjnego auta świata. Lambo nie chciało być w tyle i zlecili swojemu człowiekowi zadanie : „zrób najszybsze auto na świecie”.

DSC_4439

Za projekt auta zabrał się Marcello Gaudini – człowiek niepokorny,  architekt i projektant klubów nocnych i co najważniejsze projektant dla którego ważny był nie tylko design, ale przede wszystkim właściwości techniczne samochodów. Nie chodziło o użyteczność, chodziło o idee jeśli coś miało być najszybsze to po prostu miało być najszybsze. To Gaudini stworzył legendarne „lambo doors”, co prawda zrobił to projektując koncepcyjną Alfe, ale osobiście uważam, że scyzorykowate drzwi to symbol marki Lamborghini. Warto wspomnieć, że tylko modele z silnikami V12 mają takie drzwi.  Nie bez powodu Marcello trafił do panteonu legend. Portfolio mówi samo za siebie Miura, Countach, Diablo, EB110 – auta które bez względu na to kto się o nich wypowiada trafiają do czołówki najpiękniejszych bestii.

DSC_4511

Tradycyjnie Lamborghini nazywa swoje samochody przydomkami najwaleczniejszych byków. Diablo był bykiem niezwykłym. Bardzo agresywnym i walecznym pochodzącym ze specjalnej hodowli. Zasłyną pojedynkiem z torreadorem „El Chicorro” w Mardycie w roku 1969. Podobno każdy starszy Włoch zna tę historię. Mając takie zaplecze ideologiczne Lamborghini Diablo po prostu było skazane na to, żeby mieć bardzo perfidny charakter.

DSC_4416

I tak jest. Ostatecznie Diablo pobiło rekord prędkości ustanowiony przez Ferrari F40… o 1 km/h osiągając prędkość 329 km/h i stając się tym samym najszybszym seryjnym samochodem świata. Podobno Sandro Munari (włoski kierowca rajdowy) rozpędził Diablo do 340 km/h. Ale poza tym w Diablo nie ma nic „naj”. Jazda Diablo to jak wsiąść na rakietę V2 niczym na konia i nieustannie klepać ją w dupsko, żeby leciała szybciej.

DSC_4581

Zadajcie sobie pytanie kto jest na tyle bystry, żeby usiąść okrakiem na rakiecie, przykleić się taśmą i wystrzelić się w kosmos. Ten samochód przesuwa granice myślenia o tym co jest bezpieczne i przeznaczone do użytku cywilnego.

DSC_4572

Nie wiem jakiego Mocarza wtedy brali, ale projektanci zapomnieli o wszystkim. Wspomaganie – nie ma. ABS – nie ma. Kontrola trakcji – nie ma. Nie ma niczego oprócz rzeźnika, czyli silnika V12 o pojemności 5.7 i generującego moc 500 hp. Zupełnie przez przypadek zobaczyłem, że Dibalo do 100 km/h rozpędza się w czasie zbliżonym do 911 4s z 2012 z tą różnicą, że Diablo jest bardzo trudne do opanowania, wymaga dużego skilla i wielkiego szacunku. Jedno można powiedzieć z całą pewnością – jest obłędnie szybkie.

DSC_4638

Przy czym ma strasznie długą listę wad. Nasze auto pochodziło z okresu kiedy Diablo można było nazwać bardziej prototypem niż autem seryjnym. Produkcyjnie największe trudności sprawiał zawodny układ wtryskowy i totalnie porąbane sprzęgło – chociaż lista tych wad w sumie mogłaby nie mieć końca. Nic dziwnego, że seryjnie ładowano tam potężny system audio.. pewnie po to, żeby było co słuchać w oczekiwaniu na lawetę.

DSC_4551

Ludzie zachwycają się Diablo na zdjęciach, doceniają jego walory architektoniczne. Ale pełne zrozumienie tego auta wymaga bliskiego spotkania. W nim trzeba usiąść. Zaciągnąć się włoską skórą. Popatrzeć dookoła. Podotykać. Obejrzeć tę nędzę i biedę. Widać, że Lambo kiedyś robiło traktory. Ale uwierzcie mi, że z perspektywy pasażera najważniejsza jest rączką znajdująca się pod deską – najlepszy element wnętrza według Merecia.

DSC_4592

O ile kierowca może się trzymać się malutkiego steru, o tyle pasażer musi korzystać z tego pałąka żeby zębów nie pogubić. Zresztą co można powiedzieć o samochodzie, w którym seryjnie są 5 punktowe pasy bezpieczeństwa – na pewno nie to, że to auto stoworzono do jeżdżenia po zakupy.

DSC_4566

Jeśli chodzi o widoczność to nie można powiedzieć, żeby ona w ogóle była. Przez przednią szybę widać zdecydowanie najwięcej, ale parkowanie to wyższa technika uwodzenia. W zasadzie samo Lamborghini od momentu wypuszczenia Countacha w instrukcji obsługi proponuje, żeby parkować z pasażerem na zewnątrz albo siedząc na progu przy otwartych drzwiach i dopiero wtedy podjąć się cofania. Teraz rozumiecie czemu na wszystkich teledyskach afro swaggi jeżdżą z otwartymi drzwiami. Swoją drogą pedały się bardzo blisko siebie i jest nienaturalnie mało miejsca na stopy – nawet jak masz rozmiar 39.

DSC_4615

Podsumowując, z reguły zachwycam się tym ile bajerów ma dane auto. W Diablo ciężko powiedzieć, żeby było cokolwiek oprócz karoserii, silnika i 4 kół. Często słyszę „co Wy widzicie w tych samochodach? Kupa złomu i silnik.”, i do tego sprowadza się ten samochód. Lamborghini Diablo to definicja charakternego sportowca. Surowego, nie okazującego uczuć i przedkładającego swoją egoistyczną chęć wygrywania nad własne zdrowie i życie. Taki typ człowieka, który nie może mieć rodziny, bo miałby za wiele do stracenia. Totalnie abstrakcyjne auto – piekielnie mocne, szybkie, kompletnie niesterowne i cholernie ale to cholernie trudne do opanowania. A zarazem piękne, fascynujące i niesamowite. Myślę, że nie bez powodu Lamborghini Diablo jest najczęściej wymieniane w rankingach najbardziej posranych aut świata.

Copyright © 2017 Tejsted.pl