Blog
Cali – Ferrari California

Cali – Ferrari California

tejsty

DSC_2919

Niespecjalnie lubię kabriolety. Nie widzę sensu w kupowaniu auta z dziurą w dachu i płacenia za nie tyle co za auto bez tej dziury. Zresztą spójrzcie kto kupuje spodnie z dziurami albo poprzecierane szirty – dziewczyny i Justin Bieber. Ale to jest Ferrari, a ja je kocham nawet z dziurą w dachu. Mimo tego, że nie pałam miłością do cabrio to California jest jednym z moich ulubionych samochodów z segmentu „auto sportowe, które Cię nie zabije”.

Jeśli oglądaliście kiedyś film animowany „Ratatuj” to wiecie, że ludzie są niezwykli, bo w jedzeniu widzą coś więcej niż tylko egzystencjonalną potrzebę zaspokajania głodu – widzą w nim sztukę, pasję tworzenia. California gdyby była jedzeniem to byłby właśnie taką potrawą, którą przygotowuje się z wielką pieczołowitością, a jej spożywanie to rozkosz. Ferrari to marka, którą się kocha albo jest się wobec niej obojętnym, ale nigdy nie pała się do niej nienawiścią. Uwielbia się ją za styl, charakter, za tę całą otoczkę bycia członkiem rodziny Ferrari, za miliony niedociągnięć i przede wszystkim za osiągi. Ferrari California to wypadkowa wszystkich tych cech wtłoczona w jedną karoserię.

DSC_2831

Sam model „nie jest niczym nowym”, bo California pojawiła się w ofercie Ferrari już w roku 1957 i 1963 jako Ferrari 250 GT California Spyder. Produkcja obu roczników zakończyła się wypuszczeniem na drogi 125 sztuk. Kolejnym wcieleniem modelu California było Ferrari 365 California z roku 1966 roku, jednak produkowano go tylko przez rok i wypuszczono zaledwie 14 sztuk – auto rzadkie i potwornie drogie, ale szczerze to wygląda dla mnie jak angielski Triumph Spitfire i jakoś nie urywa mi łap. Aż do 2008 roku musieliśmy czekać na to co widzicie dziś. Ferrari California to jeden z najsłabszych i najmniejszych modeli w ofercie. Z tego powodu nazywany jest „Ferrari dla kobiet” albo „baby Ferrari”… biorąc pod uwagę, że jestem fanem Juka, uważanego przez Stasiaka i Merecia za kobiece auto, to nietrudno się domyślić, że California jest na liście aut, które mi się podobają. Jest to model pod wieloma względami przełomowy. Przede wszystkim to pierwsze auto tej marki z silnikiem umieszczonym z przodu i bezpośrednim wtryskiem paliwa. Jednak standardowo cały układ napędowy znajduje się na środku. Jest to również pierwsze kabrio z Maranello wyposażone w sztywny, metalowy, składany dach.

DSC_2850

Za każdym razem kiedy stykasz się z Ferrari czujesz coś więcej niż nasycenie zwykłej egzystencjonalnej potrzeby przemieszczenia swoich wnętrzności z punktu A do B. To nie wynika z jakiś nadzwyczajnych właściwości teleportacyjnych tylko z samego faktu poruszania się Ferrari – z faktu posiadania. Właśnie na to zapotrzebowanie odpowiada California. Pomyślcie sobie czym jest Kalifornia jako jeden ze stanów USA. Najlepsze miejsce dla snobów. Z jednej strony sztuczne Hollywood, gdzie dobrze się pokazać i przyszpanować, a z drugiej strony zagłębie mędrców i geniuszów komputerowych z Doliny Krzemowej. Dzięki temu jest to najbogatszy stan w USA. Gdyby Kalifornia była oddzielnym państwem to ze swoją gospodarką i PKB była by na poziomie Włoch. Nie wiem czy Włosi długo myśleli nad nazwą dla tego Ferrari, czy po prostu przyjęli, że skoro mamy coś ze zdejmowanym dachem to nazwijmy to California, ale nazwa wiele mówi o tym samochodzie.

DSC_2912

Przede wszystkim to auto jest stworzone do tego, żeby zachwycać na co dzień. Nie od święta, nie raz na rok na torze – ma robić szoł za każdym razem kiedy pojedziesz nim do pracy. Wstajesz niewyspany, pijesz niedobrą kawę, jesz kiepską jajecznicę wtedy wychodzisz wsiadasz do Cali i to co było przed staje się do zaakceptowania. Projektanci z pininfarina stworzyli absolutnie cudowne opakowanie, chociaż jak się przyjrzałem przedniemu błotnikowi, centralnie z boku to dostrzegłem 911 – to auto jest jak zmora. Każde przetłoczenie, wlot, załamująca się linia, sprawiają że nad tym autem warto się pochylić i pokontemplować. Przydomek „baby Ferrari”, Cali zawdzięcza swoim mniejszym rozmiarom niż reszta rodziny. Osobiście bardzo mi to odpowiada.

DSC_2822

Dla mnie zdecydowanie lepiej to auto wygląda z dachem, bo kabrio nie lubię dla zasady. Ale trzeba przyznać, że nawet po złożeniu dachu linia szyb idealnie dopełnia karoserię. Jednak najseksowniejszy jest tyłeczek, chociaż ma w sobie coś takiego co nie pasuje. Nie wiem co. Po prostu coś mi tam nie gra ale to sprawia, że chciałbym go klepnąć i usłyszeć soczysty „plask”.

DSC_2882

Niedawno pisałem o 911 4s. Ktoś mi powie, że nie mogę porównać tego auta do Californi, bo coś tam. Jesteś u mnie, więc mogę wszystko. 911 jest piękne, ale nudne, idealne, bezbłędne. Ferrari ma w sobie tę nutę niedoskonałości, wariacji i pasji. Czasem przechodząc ulicą wśród smutnych tłumów, ubranych na szaro, przechodzi śliczna kobieta w czerwonej ponętnej sukience. Wtedy wszystkim na ulic bardzo mocno pracuje głowa na karku. To jest California, auto które wzbudza emocje, kobieta z którą chciałbyś wylądować w łóżku, a później iść na śniadanie, obiad i kolacje i spędzić z nią jak najwięcej czasu, bo bez przerwy Cię intryguje. W 911 4s po kilku godzinach wiesz wszystko i jest to pod jakimś względem piękne, ale brakuje tam tego zwierzęcego instynktu.

DSC_2949

Jeśli przy instynktach jesteśmy. California odpycha się silnikiem V8 4.3 generującym moc 460 hp. Jak wspomniałem to najsłabsza jednostka w ofercie… ale jeśli komuś potrzeba więcej to niech sobie da w żyłę. Pomijam fakt tego co wydobywa się z czterech, nietypowo, pionowo  ułożonych końcówek wydechu, chociaż nie mogę tego pominąć. Ujmę to tak, jest to dźwięk pożądania. Jeśli macie jakiś utwór do którego lubicie się kochać to tak właśnie brzmi Ferrari. A co dzieje się w środku sypialni ?

DSC_2939

W środku California odpowiada na luksusowe zapotrzebowania snobów z Hollywood. Nie czuć, że jest to auto sportowe. Panuje tu w zasadzie minimalizm, kilka przycisków „na krzyż”, ekran nawigacji i dobre (to Ferrari tu nie może być bardzo dobrze, bo zawsze jest jakiś smakowity mankament) wykończenie całości. To co lubię, czyli umiarkowana ciasnota dająca lepsze czucie tego co dzieje się wokół.

DSC_2917

Do tego wygodne fotele, które bez względu na charakter jazdy trzymają w środku… chociaż Mereć przy ostrzejszej jeździe, nie zapiętych pasach i otworzonym dachu mało nie wypadł z auta ratując się chwytem za przednią szybę. Przypadek jednostkowy, Mereć byłby jedyną osobą w historii, która zginęła katapultując się z Californi.

DSC_2897

To co w Ferrari najważniejsze to jazda. A właściwie nazywać to powinno się przyjemność. Wszystko co najważniejsze w tej kwestii da się załatwić kierownicą. Najpierw wybiera się grę, w którą mamy ochotę zagrać czyli: tryb komfort, sport albo sport bez zabezpieczeń (wyłączona trakcja), a później trzeba tylko wcisnąć magiczny guziczek „play”. Niecałe 4 sekundy do 100 km/h starcza, żeby poczuć sportowy charakter Californi.

DSC_2927

Z pomocą kontrolera lotu, koła właściwie same znajdą drogę i złapią przyczepność, co nie znaczy, że nie trzeba się napracować za kierownicą. Ale wszystko jest niezwykle przyjemne. Zabawa zaczyna się po usunięciu asystenta, wtedy dostajemy pełen pakiet wrażeń jak na roller costerze. Opracowane razem z zespołem Ferrari F1 magnetyczne zawieszenie, które jest nowością spisuje się nader dobrze. Jednak to jest Ferrari, musi mieć wady.

DSC_2928

Przede wszystkim zdarza się, że auto podnosi się z przodu przy większych skokach do przodu, a przy ostrzejszych dohamowaniach nieco nurkuje. Jest miękko, ale za to nie umrzecie przez usztywnione zawieszenie jak w Gallardo. Nie da się też ukryć, że to cabrio i czasem pojawiają się problemy ze sztywnością, ale jest to zredukowane do minimum. To wszystko poskładane w całość da odpowiedź dla kogo jest to auto i po co.

DSC_2887

Otóż California to zdecydowanie auto do zachwycania w codziennym użytku. Prześwit, cywilizowane zawieszenie i dobre prowadzenie sprawiają, że to auto nadaje się na typowy dzienny użytek. Ale jeśli tylko zapragniecie, to przy wykorzystaniu trybu sportowego dostaniecie solidnego brutusa, który pozwoli Wam się nieco pobawić. Nie będzie to taka miazga jak choćby w innych krwiożerczych modelach Ferrari, czy autach typowo sportowych, które niszczą mięśnie rąk oraz karku i sprawiają, że wybuchają żyłki w oczach.

DSC_2954

Tu wszystko jest – dostosowane do życia i do ludzi, którzy chcą mieć „super auto” i chcą z niego korzystać pełnymi garściami, a nie tylko masturbować się przy nim w zaciszu własnego garażu. California to świetne wielofunkcyjne auto. Dostarcza wszystkiego czego można oczekiwać od super auta, przy tym zachowuje ludzkie cechy nie niszcząc waszego zdrowia. Co więcej dostajecie świetnie wyglądające GT, które możecie przerobić w dobrze wyglądające cabrio. I co najważniejsze ma wady, ale to naprawdę wspaniałe auto, które można kochać i cieszyć się z niego.

Copyright © 2017 Tejsted.pl