Blog
Bankier – Ferrari 550

Bankier – Ferrari 550

tejsty

DSC_4330

W życiu każdego z nas prędzej czy później przyjdzie moment na spotkanie z bankierem. Dlatego warto wiedzieć jak wygląda taki bankier. Na ogół to ludzie spokojni, w dobrych garniturach, z uprzejmym wyrazem twarzy, a ciśnienie podnoszą tylko wtedy kiedy władują Was we frankowy kredyt. I właśnie takie jest Ferrari 550 Maranello. Uprzejme z twarzy, ale nie do końca pokorne w środku.

DSC_4334

Na pierwszy rzut oka 550 to dość niepozorne auto. Idąc zatłoczoną ulicą do pracy i zadając sobie ciągle pytanie czy wyłączyłeś żelazko, można nawet przejść koło niego nie zauważając. Wiem, że to jest Ferrari i nie można ot tak sobie przejść koło niego, ale nie jest to auto w stylu „flashy Lambo – patrzcie na mnie, bo jadę”. Szczególnie kiedy właściciel łamie zasadę „Ferrari może być tylko czerwone” i zamawia jest w kolorze niebieskim… za przymiotnik „niebieski” zostałem skarcony pogardliwym wzrokiem podczas przygotowywania materiału, bo to jest kolor „Tour de France blue”. Nie dyskutowałem, ale pewnie Mazda się cieszy, że ktoś tak ładnie nazywa ich kolory.

DSC_4355

Tym samym omówiliśmy wszystkie punkty z listy pod tytułem – Dlaczego możesz nie zauważyć Ferrari 550 na ulicy. Na naszego bohatera czekaliśmy pod domem, na osiedlu domków jednorodzinnych. Lubię ten moment w naszej pracy kiedy czekamy na kolejne auto i zanim je zobaczymy to mamy okazję najpierw je usłyszeć z odległości kilometra. W symfonii z włączającymi się alarmami dookoła. Przy pustych wydechach 5,5 litrowy silnik V12 o mocy niespełna 500 hp brzmi niepowtarzalnie, ale ciężko jednoznacznie powiedzieć jaki on jest. Taka trochę armia apokalipsy, którą dowodzi Minionek… niby się boisz, ale chcesz przytulić. Kocham stare, obrzydliwie złowrogie, amerykańskie V8, ale silniki Ferrari są jak zapach kobiety, która przejdzie koło Ciebie rano na ulicy i później cały dzień „chodzi” za Tobą ten zapach. Tak to już jest z Ferrari. Pojeździsz nim trochę i później cały dzień brzęczy w głowie, chyba że akurat stoi w warsztacie, bo elektryka padła – to jest największa wada.

DSC_4366

W zasadzie jakby nie było z tym dźwiękiem to stylistycznie 550 zupełnie nie ma nic wspólnego ani z armią apokalipsy ani z Minionkami, oprócz żółtego znaczka na masce i w paru innych miejscach. Patrząc na nie czujesz, że patrzysz na normalne auto. Zupełnie cywilizowane, bez wielkich dyfuzorów, lotek, poszerzeń i agresywnych akcentów. Dlaczego tak jest ? Po pierwsze projektanci z Pinifariny to geniusze. Po drugie 550 Maranello miało trafić do wspomnianych na początku bankierów i maklerów z Wall Street. Ludzi z dobrym pieniądzem na koncie, znudzonych przeciętnymi autami, ale z drugiej strony zainteresowanych samochodami, które nie rzucają się za bardzo w oczy ale skrywają ogromny potencjał. Ferrari po prostu dało im to czego chcieli.

DSC_4320

W 1996 roku magicy z Włoch zaprezentowali Ferrari 550 Maranello. Cyfra 550 nawiązuje do pojemności silnika 5.5 litra, a Maranello co zrozumiałe w przypadku tej marki, odwołuje się do miasta gdzie znajduje się siedziba koncernu. Nasz model pochodził z roku 2000 i aż ciężko uwierzyć, że ma już 15 lat. 550 od początku produkcji aż do końca, kiedy to w 2002 roku zostało zastąpione modelem 575, było dostępne wyłącznie z 6 stopniową skrzynią manualną. Wtedy jeszcze komuś chciało się brandzlować wajchą, a w przypadku Maranello jest to niezwykłe przeżycie. Zarówno dla mnie jak i dla Merecia oraz Cyśka było to pierwsze starcie z manualna skrzynią “prowadnicową”. Od tej w Fordzie KA różni się tym, że biegi trzeba wbijać, a nie wrzucać. Wymaga to nieco wprawy i dokładności, ale nie sprawia większych problemów. Uroki aut sportowych.

DSC_4380

Właśnie, skoro to auto dla bankiera to skąd tu sport ? Ferrari ma to do siebie, że jest włoskie. A ten kto np. kiedyś jadł kolację z Włochami wie, że oni jak rozmawiają to krzyczą, rzucają rękoma i wcale to nie oznacza, że się denerwują. To się nazywa nadmierna ekspresja. Maranello choć w dużej mierze trafiało do bankierów z USA, to jest idealną wykładnią włoskiego klimatu. Na zewnątrz dobry garnitur, uprzejma twarz, zadbane dłonie i nienagannie ułożone włosy. Ale w momencie kiedy zaczyna gadać to bez skrępowania pomacha rękoma, a i „kurwą” rzuci tak dla zasady jak kurs Euro spadnie. Nie powinien dziwić fakt, że 550 w roku 1998 ustanowiło rekord prędkości w klasie 5000 cm³ – 8000 cm³, na dystansie 100 km uzyskało prędkość 304 km/h. Rekord został pobity 4 lata później przez VW.

DSC_4372

Ale w Ferrari najważniejsze jest to uczucie kiedy siadasz za kierownicą i przed sobą widzisz trzy rzeczy: konika na kierownicy, 4 podstawowe zegary i asfalt. Sama jazda jest pyszna i mimo tego, że mamy do wyboru tryb zwykły albo sportowy, to z natury Maranello ma te tryby zapisane pod pedałem gazu. Mówiąc prościej. Jeśli jedziecie z rana do banku, na kozaku z otwartą szybą i nie chcecie zniszczyć misternie ułożonych włosów to zapinacie mega plastyczny – miejski 2 bieg i spokojnie się toczycie. Trójkę dołożycie z nudów na najdłuższej prostej. Ale jeśli zdarzyłoby się, że jest piątek, godzina 17 i akurat wychodzicie z pracy… to rozluźniacie krawacik, rozpinacie guziczek pod szyją, a marynarkę odkładacie do bagażnika (bagażnik ma wymiary standardowej torby do golfa wraz z zestawem kijów). Wtedy 550 Maranello nie ma ograniczeń. 6 bieg to bieg autostradowy, więc zapinacie co chcecie aż do piątki, wyłączacie kontrolę trakcji i hulaj dusza piekła nie ma.

DSC_4390

Silnik ułożony z przodu i skrzynia z przewagą na tył daje idealny podział masy, co sprawia że panowanie nad autem jest piękną przygodą czytaną bokiem. 550 łatwo wprowadzić w poślizg i równie łatwo z niego wyprowadzić. Mamy do tego jeszcze przewidziany przez producenta tryb sportowy. W tym trybie zmienia się nieco charakterystyka pracy silnika, bo tłumiki dostają dodatkowy przelot – w naszym przypadku z pustymi wydechami nie miało to większego znaczenia. Dlatego nie uwzględniając kontroli trakcji dostępny jest jeden tryb – pedał gazu.

DSC_4378

Jak już wspomniałem nasze Ferrari ma 15 lat, dlatego wnętrze jest zupełnie proste, przestronne i dobrze wykończone. Oczywiście najlepszym elementem wnętrza jest drążek zmiany biegów, jedyna gałka która Was podnieci. Wszystko obszyte skórą jak przystało na samochód marki premium, co ważne już wtedy wkładano miękki podkład pod skórę, więc wszystko czego dotkniecie począwszy od deski rozdzielczej jest mega przyjemne. Kierownica odbiega od tych, które dziś zobaczycie w Ferrari – spłaszczone u dołu i wyposażone w kilka przycisków rodem z F1. Ta ma normalny kształt i oprócz konia na środku wygląda jak każda inna kierownica. Ale to w niczym nie przeszkadza, bo trzyma się dobrze i lekko kręci. Wnętrze przyjemne i skupione na kierowcy i osiągach.

DSC_4367

Maranello miało trafić do ludzi odważnych, ale zmuszonych do życia w świecie jakichś konwenansów. Często osoby spędzające życie w garniturach mają adrenalinotwórcze pasje jak sztuki walki, skakanie ze spadochronem a to wszystko po to, żeby wyrwać się z rutyny. Ferrari dało im jeden mały drobiazg dzięki, któremu mogli łamać zasady. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy to nie jest jedno z lepszych aut, jakie mieliśmy przyjemność testować. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałem, bo szczerze to z samego początku nie czułem nadmiernej ekscytacji tym autem. Ale widząc i czując niezwykłą elastyczność 550, fantastyczne osiągi połączone ze skromną stylistyką przeszło mi przez myśl, że to jest auto przynajmniej – fantastyczne. Tylko Włosi potrafią robić takie auta pomimo tego, że elektryki nigdy nie nauczą się poprawnie składać. Ferrari już wyjeżdżając z fabryki ma coś zepsutego i to już standard, ale kogo to obchodzi.?

DSC_4349

Nie bez powodu w 2004 roku magazyn EVO przyznał temu modelowi nagrodę „Najlepszy supersamochód lat 90”. 550 to symbol lat 90 i kwintesencja włoskiego stylu. Relikt epoki wielkich karier i równie wielkich upadków, dużych pieniędzy i jeszcze większego ryzyka. Gdyby Ferrari było bankierem z Wall Street, to z nieco siwym dziś włosem na głowie, zaprosiłoby Was do kawiarni na rozmowę i zacząłby tak: widzisz ten bank po drugiej stronie ulicy ? Tam zacząłem pracować jak byłem w Twoim wieku. A w tej kawiarni, dokładnie rok później przeliczałem pierwszy pół legalny milion dollarów…

DSC_4303

Dziękujemy firmie Top Mar za udostępnienie auta do materiału. Ale przede wszystkim dziękujemy niezwykłej ekipie w tym Cookiemu, Jarkowi i Piciemu. Ferrari, Lambo, Mustang to w gruncie rzeczy tylko kupa żelastwa i nic więcej. W tym wszystkim chodzi o pasję do wszystkiego co się robi, bo bez tego można być tylko basistą.

Copyright © 2017 Tejsted.pl